|
Moi Podopieczni [strona 2]
Rybki
Moja przygoda z akwarystyką zaczęła się w wakacje 2006 roku. A wciągnął mnie w to mój chłopak, w sumie całkowicie przypadkiem. Nigdy nie chciałam miec rybek, gdyż uważałam, że są "nierozumne" i nie ma sensu ich hodować. Zmieniłam zdanie gdy dostałam "na próbę" akwarium z dwoma złotymi rybkami. Nie muszę chyba mówić, że juz go nie zwróciłam :P Akwarystyka mnie zafascynowała! Od razu zapragnęłam mieć wielogatunkowe akwarium z kolorowymi rybkami. Zrozumiałam, że nie chodzi tutaj o rozumność tych stworzeń ale o ich piękno. Znanym już sposobem ubłagałam rodziców o akwarium i w końcu stało się! Zostałam szcześliwą posiadaczką 60-cio litrowego akwarium z całym mnóstwem kolorowych rybek. Był tylko jeden problem... Nie zapoznałam się wcześniej z wymaganiami poszczególnych gatunków. Skończyło się to tak, że sprzedawca (oczywiście chcąc sprzedać jak najwięcej) proponował mi rybki, które nie mogły przebywać razem lub też rosły za duże jak na moje akwarium. Wyniknęły z tego powodu bójki w akwarium i stopniowy ubytek w rybkach.... Moim sprawdzonym sposobem, dosiadłam do komputera i wyszukałam w sieci forum "rybkowe". Z tamtąd dowiedziałam się mnóstwa przydatnych informacji, które pomogły mi ponownie "obsadzić" zbiornik. Wybory gatunków okazały się trafne. Rybki żyły w spokoju i harmonii rok bez straty lokatora :) To chyba sukces prawda?... Na dzień dzisiejszy rybek już nie hoduję :)
Petunia i Pepino
Pierwszymi ptakami o których posiadaniu myślałam były zeberki. A już najlepiej parka =) Trzeba było więc przekonać rodziców, żebym mogła je hodować. Oczywiście z moim darem.... 6 grudnia poszłam z mamą do naszego osiedlowego sklepu zoologicznego i tam dostrzegłam klatkę z zeberkami. Było ich kilka ale tylko dwie wpadły mi w oko. Samczyk w "ślicznej nakrapianej brązowej kamizelce" i samiczka "ze łzami w oczach". Od razu zdecydowałam się na ich zakup. Dostałam do nich "instrukcję obsługi" od sprzedawcy, który sam rozmnaża swoje zeberki i zajmuje się nimi od pisklęcia. Przydatne wskazówki :) Po dwóch tygodniach zawiesiłam im gniazdko, a tydzień później pojawiło się w nim pierwsze jajeczko :) A następnego dnia drugie! To dopiero był powód do radości! Radość ta trwała kilka dni. Wtedy to okazało się, że po jajeczkach pozostało wspomnienie. Nie były zapłodnione. Samiczka to wyczuła i rozbiła je. Zlikwidowałam gniazdko. Dałam im odpocząć, bo dolidnie się przygotowywały do rodzicielstwa a tutaj taki "niewypał". Życie bywa okrutne :( W najbliższym okresie godowym znów powieszę im gniazdko a być może zafunduję im budkę lęgową, czytałam, że to podobno lepsze :) Napewno napiszę gdy ich lęgi się powiodą i zakończą rodzicielstwem.
Pepsi
Pepsi to mandarynkowa samiczka kanarka. Ma około 2-óch lat. Trafiła do mnie przypadkiem, gdy brat mojego chłopaka oddawał swoje ptaki w tzw. "dobre ręce" ponieważ miał ich za dużo. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i zaraz dopadłam do komputera i rozpoczęłam poszukiwania wszelkich informacji na temat tych ptaszków, gdyż Pepsi jest moim pierwszym kanarkiem. Pierwszą niepokojącą rzeczą jaką u niej zauważyłam to zbyt długie pazurki. Bałam się je obcinać na własną rękę, więc pojechałam z nią do weterynarza, przy okazji została przebadana. Jest zdrowa i niesamowicie "gadatliwa". Nie można tego raczej nazwać śpiewem tylko popiskiwaniem i "furkotaniem" ale i tak jest to bardzo przyjemne dla ucha. Taki sobie radosny ptaszek... Aktualnie -> Oddany w dobre ręce ;)
|